2010-07-09

Sknocony knot


Knot nam się nie podobał... było jakoś...jakoś nieprzyjemnie. Ale może na zły moment trafiliśmy.

Chociaż skakanie na piłkowej trampolinie było fajne.


Na osłodę życia przespacerowaliśmy się po najbardziej praskich ulicach...

Odwiedziliśmy stare kąty...

A Gucio sam z siebie zapozował. I dla tego zdjęcia warto było.

2010-07-06

Dziś znów z Kubusiem - reczital





A tak zobaczyła dziś Helę Tamara:))))

Firma portretowa (też Ę)


Kto widział Gucia po malowaniu farbami, wie, że to - to nic!

Dziecko, co nie pija soków...


Cudowna była tego dnia ilość świetnych osób, które bawiły się z Guciem i Helą i innymi maluchami. Bez zadęcia, bez przymusu...

Firma portretowa cieszyła się dużą popularnością.
Wszystkie zdjęcia- Marta Zabłocka - jeszcze raz dziękuję za udostępnienie:)

Ę okiem Tamary


Tu można obejrzeć ten dzień pod innym kątem:)

i jeszcze Bęc




W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze dwa miejsca na Mokotowskiej, o których warto pamiętać. Bęc zmianę - gdzie próbowaliśmy wpływać na mózgi naszych dzieci falami alfa;)
I na artystyczne podwórko, gdzie jest tez sklep - kontener z eko-rzeczami. i dużo piasku, rowerów i nie wiem co jeszzce, bo zrobiło się późno. Ale wrócimy tam i sprawdzimy.

2010-07-05

Ę, czyli Święto Warszawy


Było kino, były tańce, a dziś przyszła pora na babingtona:)
Z okazji Święta Warszawy na Mokotowskiej 55 była świetna Ę impreza:)


Klimat prawie jak w zaczarowanym ogrodzie.
A z nami znowu Kubuś:)




Kiedy mówię "wychodzimy", albo "idziemy", Helena jak dobrze zdyscyplinowana żołnierka, biegnie po swoje buty. I zakłada je.
Tak samo jest kiedy wracamy do domu - pierwsze co robi, idzie się rozebrać.
Robi tym na nas ogromne wrażenie. Tak jak np. tym, że dziś, kiedy trwała w najlepsze zabawa, dzieci biegały, bawiły się, ona skupiała się na tym co ją interesowało. I nie polega to na wycofaniu ze świata, niechęci czy lęku. Ona jest w dobrej komitywie ze światem, ale kiedy coś robi - skupia się na tym.
A potem sprząta po zabawie...dziś np. zapakowała całe pudełko kredy, kiedy skończyła rysować.
Guciowi by to do głowy nie przyszło, chyba że by zobaczył mój wzrok, hahaha.


Hela też sadziła:)

Gucio był tak zachwycony, że do końca dnia dopytywał się, czy jeszcze tam te zabawy będą?
No bo zrobił piękne korale z makaronu:)
Pomalował ręce farbami akrylowymi, aż po łokcie.
Miał chętnych do gry i rzucania piłkami.
I wiele wiele innych atrakcji, o większości których nie mam pojęcia, bo nie widziałam co robi...
I to było niesamowite doświadczenie.
Hela zajęta zabawą...Gucio nie wiadomo gdzie...od jakiegoś czasu zaczynam czuć oddech.
I radość, kiedy widzę jak fajnie sobie radzą.







Bardzo twórczy czas. I towarzyski.
A do tego okazało się, że Hela spokojnie daje radę sama się wyżywić.
Kiedy ktoś (znajomy czy nieznajomy) je coś na co ma ochotę, po prostu podchodzi i patrzy. Na to spojrzenie jest w stanie wysępić wszystko. Dziś o ile widziałam, zajadała pyszną pizzę z Bordo. Pozazdrościć;)
Państwu, którzy się z Helutą podzielili, bardzo dziękujemy:)

Ę, czyli Święto Warszawy (pamiątka)