2010-02-06

Dzień prawie doskonały





Dziś też było bez planu. A w zasadzie był kawałek planu. Mieliśmy rano zaplanowaną miesiąc temu wizytę kontrolną u naszej pediatry.... i fajnie bo dzieci znów się rozkaszlały i rozsmarkały, gardła czerwone.... wizyta była dobrze zaplanowana, doskonale się przydała.
Po wizycie całkiem bez polanu pojechaliśmy do prababci, która trochę chorowała ostatnio i dawno nie widziała nas i dzieci.
A skoro już u prababci, to czemu nie posiedzieć (i nie objeść) babci...no i tak dzień nam się miło ułożył całkiem inaczej niż miał.
A teraz kaszlaki śpią i sapią.
Znów zioła, znów syropy....
Najgorsze są te temperatury koło zera. Ale i to minie.

2010-02-05

Dzień doskonały




Dziś mieliśmy kolejny cudny dzień... Te ferie układają nam się wyjątkowo pogodnie. Hela zaczęła spać w dzień po 2,5 godziny, a dziś nawet....3. Słońce świeci. Gucio coraz więcej bawi się sam.
Efekt?
Czytam książkę! Na prawdę! Poza gotowaniem , sprzątaniem, zajmowaniem się maluchami i robieniem zdjęć...miałam dziś, pierwszy raz od dawna, czas na to jedno z ukochanych zajęć. Czas w środku dnia.
Ku pokrzepieniu, odnotowuję.

PS. W zasadzie doskonałość dnia polega głównie na odpuszczeniu planów, poddaniu się chwili i skupieniu na byciu. Byciu z maluchami. A oni to od razu czują i ... spokojnie rozchodzą do własnych zajęć. Bo gdybym się uparła, że poczytam, miałabym dwie wiszące na mnie marudy. To pewne:)

Dinozaury - odciski stóp








Ostatnie rewelacje o odkryciu śladów prehistorycznych czworonogów w Polsce zrobiły na Guciu odpowiednie wrażenie:) Rekonstruowaliśmy sobie dziś wszystko przy okazji pieczenia bułeczek.

A wieczorne pytania Gucia z dziś: -Co może mieć dziwnego mutant?
-Kto to jest poeta?
Niezły zestaw... Poeta to może i trochę mutant...

Mam trochę wyrzutów sumienia, ale ponieważ nie mieliśmy już siły patrzeć jak Gucio obgryza paznokcie... smarujemy mu je jakimś świństwem z apteki. Gorzkie, śmierdzące i ..działa. Dziś działało. Zobaczymy co będzie na dłuższą metę.

2010-02-04

W domu (słonecznie)




No tak...Chłopaków nie było, ale nam i tak było dobrze. Wybrałyśmy się nawet na SŁONECZNY spacer. Nie mówiąc już o tym, że Lenka spała 2,5 godziny i mogłam zrobić zdjęcia, które obiecałam...hmmm...tak z rok temu:)
Tu inne zdjęcia. Zaraz po obudzeniu Lenka jest najsłodsza. Pachnąca, cieplutka i rumiana. Ubóstwiam ją:)
***
Lena chciała ostatnio, żebym jej poczytała, a ja byłam zajęta. Najpierw głośno krzyczała. Bardzo głośno. A po chwili poszła na stołeczek, usiadła i spokojnie czytała sobie sama...
A dziś kilka razy przymierzała coś na kształt korali... a potem czapki. Wybrała jedną i chodziła w niej cały wieczór. Czapka w stylu lekko grange;) ale za to miny przed lustrem ponadczasowe:)
No i wyrzyna się nam ostatnia już dwójka. Boli.

Wycieczka

Od dawna obiecana kolejna wizyta w Muzeum Wojska Polskiego. A przed nią odwiedziny a antykwariacie i obiad z galaretką na deser w barze Bambino.

No i zaczęło się:) Gucio pisze.


Ni stąd ni zowąd przyszedł do mnie wczoraj Gucio i pokazał kartkę, na której było piękne M.
- Zobacz, litera jak ty!
No, to skoro sam się nauczył M, czemu nie nauczyć się A? Bo T już znał. I teraz może sam pisać słowa. To jego pierwsze samodzielne "tata". Wyobrażacie sobie minę Marcina jak wrócił z pracy?
Szybko to poszło, tak nagle.... I bez nacisków. Czasem bawiliśmy się i pisaliśmy na zaparowanej szybie, czasem układaliśmy puzle literki...Ciekawa jestem jak szybko zacznie składać słowa sam...

Kąpiel i malarstwo naskalne