



Moje absolutnie moje teraz ukochane zdjęcia...
Kiedy kończyłam karmić Gucia, był to rodzaj walki, może to za dużo powiedziane, ale były łzy i jakieś napięcie. Z Leną już potrafiłam inaczej. Rozmawiamy, przytulamy się, żartujemy sobie o nionianiu, jak to ona nazywa. Płynnie, miękko, spokojnie.
i brakowało mi w tym wszystkim takich zdjęć, tak na "wtulenie".
A żeby nie było tak słodko, to zdjęcie wrzucam sobie w prezencie na pocieszenie po wczorajszym okropnym dniu, kiedy uprzedziłam dzieci, żeby się do mnie nie zbliżały, bo mam paskudny humor i gryzę. Inie chciało minąć do wieczora. I na prawdę byliśmy biedni.
Dobrze, że dziś jest już dziś.
5 komentarzy:
To pierwsze to takie w ramkę... miłość aż z niego promienieje...
kapie słodyczą, aż mi się oczy zaszkliły i przypomniały czasy /2 lata temu/ jak jeszcze karmiłam...Lena to jak moja Maja - bo idziemy z dzieciakami niemalże równo wiekowo...uwielbiam do Was zaglądać już od prawie 6 lat. Pozdrawiam
Mariliop
mmmmm...uwielbiam stałych czytelników i stałe czytelniczki:))) bardzo sie wzruszylam...pozdrawiam!
ojej, właśnie doczytałam, że do niemalże przed chwilką karmiłaś Helenkę.
trudno mi sobie to wyobrazić, by tak długo karmić, więc pochylam głowę :)
...cudowne chwile, uwielbiam to przytulanie i chce by trwało wiecznie, ale się nie da i kiedys mój syn powiem "..mamo no przestań.."
Prześlij komentarz