
Nie mam niestety zdjęcia z tego zdarzenia, ale Gucio właśnie powędrował wystrojony w elegancją koszulę, z prezentem pod pachą i kwiatami, na urodziny do Kasi, naszej sąsiadki. To jego pierwsza impreza bez naszej pieczy.
I oczywiście nawet się za mną nie obejrzał:)
Wolne popołudnie spędzam, namawiając delikatnie Helenkę, żeby obróciła się głową w dół. (Namawianie jest miłe - głównie kołysanie w takt Marii Awarii. A swoją drogą jeśli też możecie jakoś na naszą córeczkę telepatycznie wpłynąć, to bardzo proszę.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz