Intensywnie trwa nauka kolorów po angielsku a przy okazji Lenka nauczyła się mówić czarny, żółty i biały po polsku... Zapał przedszkolny jej nie mija, polubiła też swoje zajęcia dodatkowe i kiedy przychodzi dzień angielskiego, krzyczy: moja pani Ania, moja pani Ania! Na angielskim mają min. kolorowanie. Za każdym razem Lena wyjmuje z pudełka wszystkie (cztery) różowe kredki i tylko nimi koloruje....
Odmówiła też noszenia granatów i brązów - czyli ubrań po Guciu. Poza zdecydowanie "dziewczęcymi" ubrankami, łaskawie patrzy tylko na poguciowe czerwienie. I tak ostanio chodzi. W czerwonym dresie i czerwonej bluzce w samochody.
2011-09-28
2011-09-24
Nowe słowa
Przyrastają w tempie zawrotnym. najpopularniejsze to: "psia dupa" (podziękowania dla Gucia!), "dobla", czyli dobra, powtarzane z nonszalancją, kiedy uzyska się zgodę Lenki, no i ostatnie ... zdecydowanie ode mnie niestety: "cholela". Mówione we właściwych momentach. Czasem nawet "No, cholela, no". No.
2011-09-21
2011-09-14
Mózg owcy
2011-09-05
2011-09-02
Przedszkole dzień drugi.
Trudno wstawać rano. Ale potem już doskonałe humory. Całus, papa, Gucio z Lenką za rękę wędrują do przedszkola. Cudnie.
2011-09-01
Pierwszy dzień w przedszkolu - nareszcie!
Z zapałem i ochotą powędrowali dziś do przedszkola. Były kłopoty z pobudką, ale udało się spokojnie przeprowadzić akcję ubieranie-jedzenie-mycie.
Dostaliśmy dużo całusów i państwo poszli się bawić:)
Ważna sprawa - Gucio jechał sam na rowerze, myślę, że pokazanie się kolegom i koleżankom to duża część radości z samodzielności:)
Tatunio czesze:)

Dostaliśmy dużo całusów i państwo poszli się bawić:)


Ważna sprawa - Gucio jechał sam na rowerze, myślę, że pokazanie się kolegom i koleżankom to duża część radości z samodzielności:)




Tatunio czesze:)
Chorwacja

Wspaniałe wakacje, pełne błękitu, zieleni i bieli. Długi czas razem, głównie pomiędzy falami. Gucio Nauczył się świetnie obchodzić ze słoną wodą i pływał w masce i , z rurką i w rękawkach. Zwiedzał podwodny świat. Lena dopiero po tygodniu odważyła się i wypłynęła w morze z małej przybrzeżnej kałuży, zwanej bajorkiem.
Marcin przekonał się, że lubi Chorwację, a ja spełniłam marzenie i popływałam w scenerii jak z "Wielkiego błękitu".
Z powodu wielu zajęć (remont), zdjęć jak na lekarstwo.

pływak:)

Subskrybuj:
Posty (Atom)