Po wizycie w ZOO znaleźliśmy jeszcze siły na to, by pojechać na Plac Piłsudskiego.
A potem jeszcze pieszo przez zamknięty dla ruchu most.
....Okazja do pokierowania ruchem...
W sumie kręciliśmy się po mieście 6 godzin i zrobiliśmy ładnych parę kilometrów. Nie przypominam sobie aby Gucio kiedykolwiek tyle przeszedł, na dodatek bez marudzenia. A wiecie co Gucio powiedział po powrocie do domu? - Tato, pójdziemy jeszcze teraz na jakiś spacerek?
Pierwsza świadoma, jak mi się zdaje, wizyta Helenki w ogrodzie zoologicznym. Bardzo podobały się jej flamingi, goryle i pingwiny. A dla Gucia największą atrakcją było nowo otwarte rekinarium.
Był taki dzień. Już jakiś czas temu, ale bardzo chcę mieć po nim ślad. Był karmiący, pouczający i jeszcze dziś robi mi się ciepło i spokojnie jak sobie o nim przypominam. Można by go powiedzieć - zapożyczając sobie nazwę - "mama w centrum":)