W tym roku przypada 40 rocznica śmierci -18 września 1970 roku zmarł Jimi Hendrix a 4 października Janis Joplin. Ksiądz Wojtek uczcił to dziś występem muzyka rockowego na wieży kościoła.
Dziś znów Wrzenie Świata, ale tym razem bez dzieci:) Weszłam, a pan spytał - o, dziś bez dziecka?;) A potem (uwaga, Mamo Kuby, będzie o Tobie!) opowiedział o Pani, która też tu często przychodzi, ale jej dziecko śpi w samochodzie i ona patrzy przez szybę... Śmiałam się:) A pan się trochę zdziwił jak powiedziałam: A, nasz Kuba, oni tak zawsze:) PS. Na prawdę się udało - i zdjęcia dziś i pogaduchy, i po Gucia do przedszkola zdążyłam :)
U taty na barana jest najlepiej:) Dziś rano odprowadziłyśmy z Lenką Marcina do pracy po drodze zahaczając o leniwe i kawę:) A potem...Tak! Wreszcie doczekałyśmy się powrotu Magdy i zakotwiczyłyśmy we Wrzeniu Świata (oczywiście, bo już nigdzie indziej nie chcemy się teraz zakotwiczać, no może z wyjątkiem Tarabuka:) ) Początkowo Hela była zaspana, sceptyczna i onieśmielona... Ale dziewczyny szybko przełamały lody i zabrały się za tworzenie dzieł. Na koniec trochę pomokłyśmy, ale opłacało się, bo schowałyśmy się przed deszczem w sklepie z butami;) Rozmiar 23. Od razu wiedziała, które chce! I od razu musiała już w nich zostać. Stare są stare...:)
Uwielbiam takie dni - kiedy wychodzi słońce, kiedy wszyscy wypełzają na ulicę i nie można się zebrać z powrotem do domu. Część zdjęć - tych ze mną - autorstwa Kasi, naszej sąsiadki. Dziękuję i życzymy zdrowia! Wracaj szybko do naszych rysowanek i innych po ulicy hulanek! Kasia ze swoim dziełem i - poniżej -...szkodniki dwa! Ha! Mam coraz mniej zdjęć! Tym bardziej się cieszę z tych:) Gucio marzy o deskorolce. Na razie pożycza od Madzi. Kasia ciągle jeszcze bawi się z Guciem i Helą. Ale Madzia to już inna sprawa! Nastolatka:) W tle - Gucio wpatrzony na popisy kolegów Madzi - jazda na jednym kole, hamowanie z piskiem itp. Nawet Hela rzucała okiem:) O, właśnie rzuca. Pomalowali ulicę, płot i przyszła pora na nosy. Ole! Mam nadzieję, że ta jesień przyniesie więcej takich dni.
Koło naszego domu wyrosły kwiatki i nie dają się obojętnie minąć:) Poza tym spadają liście, orzechy... czekamy na kasztany. Ostatnie w tym roku maliny. Zwykle były jeszcze pod pierwszym śniegiem, ale w tym roku jest jakoś inaczej. Cierpliwie zamalowała kilka metrów. I po raz pierwszy pytała o kolory.
A słów pojawia się coraz więcej. Muszę koniecznie spisać.