2010-07-20

Wiejsko i sielsko

Cały zaszły tydzień spędziliśmy szczęśliwie poza upalną Warszawą i to w dodatku w towarzystwie 3 pięknych dziewczyn i psa:)


Gucio był na prawdę zachwycony i wiele się przez te dni nauczył.

Lena początkowo panikowała na widok psa, który jest mniej więcej jej wzrostu i głośno szczeka... ale po paru dniach już go spokojnie klepała i zaczepiała. Fajna lekcja:)
Generalnie dzieci podzieliły się w pary wg. wieku i tak najczęściej spędzały czas.


Dwie piękne Heleny:) Świetnie się dogadywały mimo, że tylko jedna mówi.

2010-07-19

Mierzenie

Dziś przy okazji wielkich porządków, znalazła się miarka:)
Gucio - 101 cm
Helenka - 80 cm

Podwójna ekspozycja w upale

2010-07-10

20 miesięcy Helenki


W zasadzie nad Helą mogę się tylko rozpływać:) Jaka jest mądra, sprawna, śliczna, kochana...I wiem, że wielkimi krokami zbliża się bunt dwulatka, że coraz częściej Hela upiera się przy swoim, ale nawet to jej upieranie mi się podoba. Bo zwykle dotyczy samodzielności - sama się ubiorę! uczeszę! sama umyję zęby! wytrę pupę, nakarmię rybki! sama!!! sama wejdę po schodach ... nie chcę twojej ręki! ... sama nałożę masło i pastę na kanapkę! Wszystko sama. Cała Hela.
Kiedy się zapomni, mówi różne słowa, ale potem już nie chce powtórzyć, wiec ciągle jesteśmy przy zestawie mama, tata, baba, dado... Plus różne pomruki i kiwanie głową. Albo kręcenie:)
Samodzielnie je, pije, korzysta z nocnika z coraz mniejszą ilością wpadek. Ubiera najchętniej nasze ubrania. Buty zakłada i zdejmuje sama.
Uwielbia Gucia i dziadków - tęskni za nimi, kiedy wyjeżdżają. Codziennie o nich pyta.
Najczęściej samodzielnie zasypia. Chociaż uwielbia też przy piersi.
Pokochała kredki i farby.
Do przysmaków Heli należą: Brokuł , brokuł, brokuł, potem młoda kapusta, ogórki (dowolna postać) i oliwki. Czyli wszystko co zielone...

Wersja najsłodsza - poprzebudzeniowa:)

20 miesięcy Gucia z Helą


Gucio jest o wiele bardziej skupiony. Dłużej potrafi zajmować się sam sobą. Stał się też bardzo opiekuńczy. Pomaga Heli zdecydowanie częściej niż się z nią kłóci;)
Czasem tylko dopytuje się czy na pewno to ON był w brzuszku PIERWSZY?

Podoba mu się, że Hela lubi go naśladować. Wzmacniam takie sytuacje, podkreślam jego doniosłą rolę... Ostatnio jego największym sukcesem jest błyskawiczne nauczenie Heli korzystania z nocnika. Wkurza się tylko biedak, kiedy Hela rozsiada się na swoim zbyt blisko jego.

Gucio też tłumaczy Helę - jest jej głosem, kiedy ktoś ją o coś pyta.
A kiedy ktoś się dziwi, że Hela jeszcze nie mówi, Gucio tłumaczy, że ona po prostu się wstydzi.

No, ale lodami to się z nią nie dzieli. Tego by było za wiele;)

Jeśli chodzi o jedzenie osiągnęliśmy wielki sukces, bo Gucio zaczyna rozumieć powiązanie między swoim samopoczuciem a tym co zjadł. Pozwalamy mu na eksperymenty i pewną dowolność, a on sam coraz częściej prosi o ...kaszę jaglaną z duszonym jabłkiem. Jeszcze parę miesięcy temu by jej nie tknął!
No, nie zmienia to faktu że ziemniaki i mięso to jednak nadal ulubione danie.

Samoświadomość generalnie mu rośni, bo ostatnio ostatnie zdanie przed zaśnięciem to: Chce mi się spać...

a inne komentarze do rzeczywistości?:)
Hmmm...

Gucio siedzi w zamyśleniu. Nagle:
- Mamo, one są nudne.
- Co?
- Mistrzostwa świata w piłce nożnej.
;) biedny, jeszcze przez weekend się przemęczy i zniesie rodziców z piwem na kanapie, hahahaha.

w kuchni:
- Jakoś tym razem mi nie smakują maliny...
- To nie jedz.
- Już wszystkie zjadłem...


Dziś chłopcy są w kinie na Toy Story 3.
Ale nie było łatwo się umówić.
Marcin:
-Gucio, chcesz iść do kina?
- Musze sprawdzić czy mam dobre terminy....
Trzeba cenić swój czas, prawda?

Podobała mi się tez przemowa wieczorna zaraz przed zaśnięciem...czyli cykliczna nasza :
- Coś tu ładnie pachnie...chyba salceson...albo szyneczka...i czekolada...albo ciasteczka...z barwnikami. Sztucznymi. I soczek, Leon. Też z barwnikami...Mmmmm... I orzechy. Ja uwielbiam orzechy. I moja rodzina uwielbia orzechy. I cały świat. Ale nie ludzie w Polsce. W Polsce tylko ja i moja rodzina....i zasną:)

2010-07-09

Całkiem inna Pipilotta


Spędziłam dziś bardzo miły dzień z dziećmi u dziadków (zdjęcia na kliszy wiec niedługo) i mimo wielkiego upału pojechaliśmy jeszcze popołudniu do centrum. Warto było. Po pierwsze u Marcina w antykwariacie jest CHŁODNO. Po drugie fajnie jest razem wracać do domu. No i po trzecie to... Wystawa Pipilotti Rist. Wystawa TU. Niech żałuje kto nie był. Bo warto.

Te zdjecia to nie wystawa. To Marcin sfotografował galerię:)

I widok z okna....

Artystka i spółka.

Oglądanie.....



Plac zabaw i zadziwień

Ponieważ knot nas rozczarował wybraliśmy się na plac zabaw. Taki lepsiejszy, na który rzadko chodzimy. I co się okazało? Że koleżanka Helenka nie ma najmniejszych kłopotów z wchodzeniem na całkiem niedozwolone zabawki... Że z huśtawki chce skakać - bujanie się jest dla maluchów, a przecież widzi!!! że jakiś chłopak skacze i ma frajdę! Widzi i chce papugować. Bo papugowanie to teraz hit. (Ma to zresztą swoje plusy bo odstawianie pieluchy idzie nam dzięki temu bardzo sprawnie). No i że najfajniejsza jest zdecydowanie ta najwyższa zjeżdzalnia.
Na całe szczęście jak zwykle wstawiona do piaskownicy kompletnie się zatraciła i dała mi 15 minut wytchnienia.





Gucia przez ten czas widziałam tylko z daleka... On już mnie na placu zabaw całkiem nie potrzebuje. Przegrywam z 5 latkami:) w spodniach.