2010-01-23

2010-01-22

Komunikacja

Marcin nie może się doczekać aż Lena zacznie mówić. A ja myślę, że i tak to właśnie on ma dobrze, bo za każdym razem, kiedy Lenka próbuje coś powiedzieć, wychodzi jej "tata".
No, a dziś młoda dama jak zwykle zabawiała się moim telefonem... który nagle, wykorzystując chwilę mojej nieuwagi, sprytnie gdzieś upłynniła. Szukałam, szukałam..i nic. Kiedy wrócił do domu Marcin, zadzwoniłam z jego komórki na moją i ...no właśnie, to powinien być konkurs. Gdzie był telefon?
a. w pudle z klockami?
b. na swoim miejscu?
c. w koszu na śmieci?
:))))))))))

Wieczorne czytanki





Tak, tak. Gucio w nowej fryzurze:)
Był już tak zarośnięty, że nawet dzisiejszy mróz nas nie przestraszył i pojechaliśmy sobie we dwoje do Fryzjerkowa. Fajna wycieczka. Muszę pamiętać, żeby częściej zabierać gdzieś Gucia samego. Skupiać się wyłącznie na nim. Dobrze nam to robi.
No i tylko jakiś katar się do niego przypałętał.

Dzień Babci, Dzień Dziadka


Cudny występ, który jak zwykle kosztował Gucia wiele nerwów... ale powiedział piękny wiersz, wzruszając całą salę. Mnie do łez.

Po występach dzikie harce:)

Zęby

Ciągle zapominam o nich napisać. U Heli cztery ( jedynki i dwójki) na górze. Na dole jedynki. I krzywa dwójka. Czekaliśmy na drugą dwójkę, a tu nagle okazało się że ponad miesięczny katar zaowocował dwoma dolnymi... czwórkami. Teraz nie ma kataru. Forma wyśmienita, więc mała otrzymała drugie w swoim życiu szczepienie. Ręka lekko spuchnięta, ale na razie obywa się bez gorączki itp.
W przychodni lekkie tylko skrzywienie nosa wykonała pani doktor, pytając "czy nadal zamierzam przychodzić co pól roku". Poza tym bez problemów.
Zważona, zmierzona, oddana w całości:)
10,5 kg... 71 cm... ale to było w ruchu i nie wierze:)

2010-01-19

Smok i inne przyjemności, czyli urodziny czas zacząć:)






No tak, to pierwszy prezent urodzinowy, który doleciał do nas z Australii - tydzień wcześniej, czyli całe urodzinowanie potrwa ze dwa tygodnie:)
Dziękujemy!

2010-01-18

Sushi


My z Guciem nie należymy do Podróżników- awanturników. Raczej do Podróżników - marzycieli. Lubimy jak sprawy toczą się utartym torem, a zmiany musimy długo oswajać. Ale. Zdarzyło się, że przepaliła nam się w kuchni żarówka. No i dla Gucia był to problem nie mały. Dla mnie skala znośna. Zarządziłam pomoc w gotowaniu - miał trzymać latarkę. Rola doniosła. I co się okazało? Że to super, że jest ciemno. Że cienie na ścianie piękne nam się pojawiły, że światło przez różne rzeczy przepuszczone jest bardzo ciekawe, kolorowe, zmienne... I że to świetna zabawa!

Z wiedzy o świecie:
-Jestem kowbojem!
-A co jedzą kowboje?
-Sushi.
:)))
Tu akurat szarlotkę, ale co tam... następnym razem podam wodorosty.


Ależ zabawa. Sama zakłada czapkę:)