















Odwiedziliśmy także rewelacyjne Muzeum Przyrodnicze. Wizyta była rewolucyjna dla mojej wiedzy o naturze. Dowiedzieliśmy się, m.in. że:



Kiedy Kasia biegała po wsiach i cmentarzach z aparatem (nazywają to plenerem fotograficznym) , ja z Helą i Guciem poznawaliśmy Puszczę. Wygląda o tej porze roku pięknie. Gdybym był Mickiewiczem, napisałbym Ci tutaj, Drogi Czytelniku, poemat na ten temat, bo zasługuje na to. Nie jestem jednak nawet Orzeszkową, więc pozostanę przy tym: było tam pięknie. A nawet przepięknie.
Reklamujemy szczerze i wprost gospodarstwo agroturystyczne w Janowie, w którym spędziliśmy trzy minione dni. Wspaniała domowa kuchnia, przyjemne pokoje i ciepła atmosfera - wszystko to dzieło pani Lucyny, która kilka lat temu postanowiła wyjechać z Gdańska i zbudować dom na skraju Puszczy Białowieskiej.

Helenka była tam wiecznie podekscytowana domowymi kotkami i pieskami. Często wydawała dźwięki, które uznajemy za 'kici-kici'. Pokazywała rączkami, że chce szukać kotka. Ale jak już dochodziło do zbliżenia, to bardzo chciała dotknąć, a jednocześnie nie była pewna czy może. Po prostu 'chciałabym a boje się'.