2009-11-04

Niebieski balonik

Rośnie i zmienia nam się córka. Co chwila okazuje się, że potrafi coś nowego, coś o czym nawet nie wiedzieliśmy, że potrafi. Podejrzewam, ze drugie dzieci po prostu uczą się zupełnie inaczej niż pierwsze. Kiedy Gucio był w jej wieku, był pod naszą ciągła obserwacją. Lena jest często samopas... i korzysta. Patrzy też na Gucia.




Przez cały dzień...

- Mamo, co to znaczy chaos?

- Mamo, czemu Indianie nosili warkocze?

- Mamo, kowboje naprawdę zajmowali się krowami?

- Mamo, Polska jest daleko od bieguna północnego?


...

2009-11-02

Leśna ambona



Szaleni rodzice wdrapali się tam z dziećmi... ale było warto:)

2009-11-01

Powrót






Gucik nam się zeszłej nocy rozkaszlał i zdecydowaliśmy się wracać o dzień wcześniej - czyli dziś. Mimo choroby powrót był smakowity jak i cały wyjazd - piękne krajobrazy, dużo powietrza i dużo przestrzeni. (Nie wracaliśmy piechotą...tylko robiliśmy sobie stopy;) )
PS. Trudno jest przeskakiwać ze świata działań artystycznych w świat podawania syropu. Często te światy się przenikają, ale czasem trzeba się nieźle natrudzić.
A plener wielce udany, mimo że ominęły mnie wieczorne ogniska:)

Zwierzaki białowieskie

W naturze dzikich zwierząt nie spotkaliśmy. Widzieliśmy jedynie wilcze kupy i ślady działalności bobrów nad wodą. Za to na wyciągnięcie ręki mieliśmy zwierzaki w Rezerwacie Pokazowym Żubrów (takie mini-zoo).
Odwiedziliśmy także rewelacyjne Muzeum Przyrodnicze. Wizyta była rewolucyjna dla mojej wiedzy o naturze. Dowiedzieliśmy się, m.in. że:
- orzeł bielik nie jest orłem tylko orłanem!
- wiewiórki nie żyją w dziuplach tylko budują sobie gniazdka z mchu, siana itp.
- mrowisko może sięgać 6 metrów pod ziemię,
- las wielkości Warszawy jest terytorium wystarczającym dla 20 wilków lub 15 żbików.
Takich ciekawostek było dużo wiecej. Wszystko ilustrowane ciekawą ekspozycją.

Muzeum mieści się w nowoczesnym budynku z wieżą widokową.

Dookoła jest ładny park z budynkami pamiętającymi carów. Lubili oni polować w tej okolicy.

Na białowieskim szlaku

Kiedy Kasia biegała po wsiach i cmentarzach z aparatem (nazywają to plenerem fotograficznym) , ja z Helą i Guciem poznawaliśmy Puszczę. Wygląda o tej porze roku pięknie. Gdybym był Mickiewiczem, napisałbym Ci tutaj, Drogi Czytelniku, poemat na ten temat, bo zasługuje na to. Nie jestem jednak nawet Orzeszkową, więc pozostanę przy tym: było tam pięknie. A nawet przepięknie.
Już sobie snuję plany, że jak dzieci podrosną, to pojedziemy tam i będziemy mogli robić spacery dłuższe niż 5 kilometrów.

Kwatera u pani Lucyny

Reklamujemy szczerze i wprost gospodarstwo agroturystyczne w Janowie, w którym spędziliśmy trzy minione dni. Wspaniała domowa kuchnia, przyjemne pokoje i ciepła atmosfera - wszystko to dzieło pani Lucyny, która kilka lat temu postanowiła wyjechać z Gdańska i zbudować dom na skraju Puszczy Białowieskiej.

Helenka była tam wiecznie podekscytowana domowymi kotkami i pieskami. Często wydawała dźwięki, które uznajemy za 'kici-kici'. Pokazywała rączkami, że chce szukać kotka. Ale jak już dochodziło do zbliżenia, to bardzo chciała dotknąć, a jednocześnie nie była pewna czy może. Po prostu 'chciałabym a boje się'.

Hela zaczęła też uskuteczniać spacery z krzesłem lub pudłem jako chodzikiem: