








Gucio wyhasał się dziś w parku z Marysią (dłuższa relacja z wspólnych zabaw pojawi się wkrótce...), z która świetnie się dogadał - od pierwszej chwili. I dzięki tym hasankom zauważyłam nagle jak nasz synek się zmienił. Już nie odsuwa się tak często na skraj grupy. Już nie ucieka we własne zabawy. Podchodzi, sprawdza co się dzieje i zostaje w środku grupy. Przygląda się, słucha. Reaguje na sygnał do gonitwy, nawet kiedy nie zna drugiego dziecka. Próbuje się komunikować, nawet kiedy coś idzie nie tak. I to wszystko - moim zdaniem - dzieki przedszkolu. I przedszkolnym przyjaźniom.
Ponieważ Guciowi powtórzył się atak duszności i kaszlu, zaczął dostawać leki. Jest po nich senny i lekko nieprzytomny. Mam nadzieję, ze te objawi się trochę zmniejszą.... ale przynajmniej oddycha swobodnie.... i może znów zacznie normalnie (a nie w kratkę) chodzić do przedszkola.
No i może jeść coś więcej niż kaszę jaglaną:) Uczciliśmy to dziś w świetnym, hiszpańskim Miradorze...niesamowicie było patrzeć jak trzylatek zamawia ...rybę ze szpinakiem i zajada ją dumnie wyprostowany, widelcem, popijając wodą. Sam dogaduje się z kelnerką. Sam wie czego chce. I tylko kiedy poprosił o oliwkę... spróbował, zdziwił się i wypluł, mówiąc: "pomyliłem się":)
A w parku chętnie zdejmowaliśmy czapki i kurtki... Hela i brat Marysi - maleńki Maciuś - mogli swobodnie najadać się i korzystać ze słońca. Jutro weekendu ciąg dalszy....